Relacja z biegu na górę Żar 2017

W tamtym roku napisałam dla Was relację z biegu na górę Żar. Wpis o tej męczarni pod wielką górkę i żarze lejącym się z nieba. I wiecie co? W tym roku też postanowiliśmy stanąć na starcie tego biegu. 😀 Zapraszam na krótką relację z tegorocznej edycji biegu na górę Żar. 🙂

Relacja z biegu na górę Żar 2017

Relacja z biegu na górę Żar 2017

Na miejscu zbiórki, tak jak w tamtym roku, powitało nas palące słońce. Na szczęście było widać kilka chmurek na niebie, które dawały nadzieję na chociaż trochę chłodu. 😉
Krótka rozgrzewka i start, który został głośno ogłoszony przez Juhasów i wystrzały z ich pistoletów. 🙂

Relacja z biegu na górę Żar 2017

Początek biegu prowadzi delikatnie pod górkę asfaltową ulicą. I tutaj rozgrywa się największa walka o miejsce, bo tutaj jeszcze da się biec. 😉 Ja niestety już od początku czułam, że to nie jest mój dzień. Nogi jak z betonu, odmawiały posłuszeństwa już na takiej małej górce.

Ale najlepsze zaczęło się dopiero po wbiegnięciu w las, czyli niekończąca się, wielka góra. Podziwiam tych, którzy potrafią pod nią wbiec. Ja na pewno się do nich nie zaliczam. 😉 Przeszłam więc do marszu i powolutku próbowałam wgramolić się na górę. Na szczęście zawsze znajdzie się ktoś do pogadania i chociaż ciężko mi było wydusić z siebie jakiekolwiek słowa (było to raczej sapanie smoka :D) to i tak górka minęła nawet całkiem szybko, dzięki kompanom w trasie. 🙂

Na pierwszym zbiegu poczułam się jak nowo narodzona, nogi odżyły i przynajmniej przez chwilę biegłam. 😉
Później znowu kilka podbiegów na zmianę z małymi zbiegami i powoli zbliżamy się do szczytu. Na polanie wyczekiwałam strażaków, którzy w tamtym roku polewali zawodników wodą z węża i na szczęście znowu tam byli. Wielkie dzięki im za to! 🙂 Mimo, że pogoda była trochę przyjaźniejsza niż rok temu, to jednak wbieganie pod taką górę daje się we znaki. Woda chociaż na chwilę dała ukojenie. 🙂

Później jeszcze ostry zbieg i ostatni już podbieg prosto do mety. I się udało! 😀

Relacja z biegu na górę Żar 2017

W dodatku, całkowicie niespodziewanie, pobiłam swój czas sprzed roku (i to o całe 3 minuty!). 🙂 Może to dzięki trochę łagodniejszej pogodzie, a na pewno dzięki ludziom, z którymi wzajemnie dopingowaliśmy się na trasie. Dzięki temu ani razu się nie zatrzymałam i mimo że wydawało mi się, że ledwo idę, a nogi zaraz mi odpadną, to jednak cały czas szłam do przodu. 🙂

Relacja z biegu na górę Żar 2017
Relacja z biegu na górę Żar 2017

Na szczycie czekały na nas medale, posiłek w postaci zupy-leczo i kapela góralska, która wesoło przygrywała góralskie pieśni. 🙂

Relacja z biegu na górę Żar 2017

Potem oczywiście dekoracja najlepszych i… koniec. W tamtym roku odbyło się jeszcze losowanie dodatkowych nagród dla reszty zawodników, które w tym roku niestety się nie odbyło. Szkoda…

Relacja z biegu na górę Żar 2017
Gratuluję wszystkim zwycięzcom!

Jeszcze chwile popodziwialiśmy piękne widoki i zjechaliśmy kolejką na dół. Bilet na kolejkę na szczęście dostaliśmy w pakiecie na bieg. 😉

Relacja z biegu na górę Żar 2017

Nie wiem co jest takiego w tych biegach górskich, że jednak zawsze do nich wracamy. Podczas biegu mówię sobie w głowie „po co Ty to robisz?! nigdy więcej!”, a po przybiegnięciu na szczyt chcę jednak więcej. 🙂 Bieg górski to jak dla mnie wyższy poziom walki ze sobą. Pokonuje się wszystkie słabości i znajduje się w sobie energię, żeby jednak wejść pod ten ostatni podbieg, a potem jeszcze pod jeden i jeszcze jeden… 🙂 Polecam każdemu spróbować chociaż raz. 😉

– Edyta
(Visited 125 times, 1 visits today)
Następny post Poprzedni post

Komentarze

ZOBACZ RÓWNIEŻ