#MyFirst7Jobs, czyli jak zaczynałam swoją karierę

Bardzo lubię czytać czyjeś historie. Zobaczyć jak ktoś doszedł do tego co robi teraz, jaka była jego ścieżka, jak zaczynał, bo przecież każdy jakoś zacząć musiał. Dlatego też tak bardzo spodobała mi się akcja #myfirst7jobs 🙂

Już od jakiegoś czasu hasztag „myfirst7jobs” krąży po internecie, a dzięki niemu możemy się dowiedzieć jakie było pierwszych 7 zajęć ludzi, których obserwujemy. 🙂

Postanowiłam podzielić się swoją historią w tym wpisie. Zapraszam Was na krótką wycieczkę po mojej „karierze”. 😉

#1 Ulotki

No cóż, chyba większość z nas zaliczyła ten etap w swoim życiu. 😉 U mnie zaczęło się w gimnazjum, gdy mama koleżanki z klasy poprosiła nas o rozdanie ulotek ludziom na ulicy. Więcej miałyśmy przy tym zabawy niż samej pracy, ale za to ile zdobyłyśmy doświadczenia w przyjmowaniu odmowy… Każde doświadczenie się liczy. 😉 Moją pierwszą wypłatą był obiad w McDonald’s. 🙂

#2 Sprzątanie i promowanie

Na przełomie gimnazjum/liceum zaczęło się stanie na promocjach. Ogólnie całkiem spoko praca, stoisz i się uśmiechasz. 😉 Jednak po kilku dniach, kilkugodzinnej zmiany i zapamiętaniu wszystkich rodzajów, rozmiarów i kolorów pampersów, miałam już zdecydowanie dość. 🙂
Raz załapałam się na akcję „Podaruj dzieciom słońce”. Polegała na tym, że każdemu kto kupi jakiś produkt oznaczony logiem akcji, miałam wręczyć torebkę z notesikiem i podziękować za wpieranie akcji. I wcale nie było to takie proste. 🙂 Ludzie widząc, że hostessa podchodzi do nich z tajemniczą torebką, uciekali czym prędzej do kolejnej alejki, byle tylko im nic nie wcisnąć. A ja chciałam tylko podziękować. 😉

Czasem udawało się znaleźć coś dla odmiany. Na przykład sprzątanie po koncertach na stadionie śląskim. Ekstra sprawa. Podczas koncertów chodziłyśmy z koleżanką wokół stadionu, ogarniałyśmy teren i mogłyśmy posłuchać muzyki, a po koncercie kilka godzin harówki przy sprzątaniu płyty i do domu. Niestety koncert Red Hot Chilli Peppers został tak szybko obstawiony, że się nie załapałyśmy. 😉
Pamiętam, że na stadion nie wpuszczali z zamkniętymi butelkami – przy wejściu ochroniarz je otwierał, a kapsle wyrzucał. Postanowiłyśmy z koleżanką przejąć te kapsle i wymienić je na fanty w promocji. Taki dodatkowy bonus z pracy. 😉

#3 Wolontariat i nauka angielskiego

W liceum postawiłam na wolontariat. Brałam udział w akcji Szlachetna Paczka, czytałam bajki dzieciom w szpitalach i chodziłam do biblioteki dla niewidomych wypożyczać książki dla pewnej starszej pani. Często z koleżanką przesiadywałyśmy u tej pani, a ona opowiadała nam przeróżne historie. I od słowa do słowa okazało się, że ma dwie wnuczki, które potrzebują korepetycji z angielskiego. I tak udało nam się zarobić parę grosza, ucząc przemiłe dziewczynki podstaw angielskiego. 🙂

#myfirst7jobs czyli jak zaczynałam swoją karierę

#4 Artykuły biurowe w akademiku

Przyszedł czas na studia i beztroskie życie w akademiku. Ale przecież jakoś trzeba było zarobić na obiad i imprezę. 🙂 Zamówiłam, więc w hurtowni sporą ilość teczek i listew do projektów, a potem odsprzedawałam je w akademiku. Na budownictwie mieliśmy sporo projektów, więc takie artykuły szły jak ciepłe bułeczki i zawsze parę groszy do kieszeni wpadło. 🙂

#5 Praktyki budowlane

Jeszcze w czasie studiów mieliśmy obowiązkowe praktyki. Pracowałam po 3 miesiące w dwóch rożnych biurach projektowych i ogólnie mi się podobało. Tu coś wpisać do excela, tu poprawić coś na rysunku, a tu poskładać projekty do teczki. Następnego lata poszłam na krótki czas do pracy do jednego z biur i już nie było tak wesoło jak na praktykach. Chyba powoli zaczynałam czuć, że to budownictwo to jednak nie dla mnie… Ale studia i tak skończyłam i pojawił się wielki znak zapytania – i co dalej?

#6 Czekoladziarnia

Po skończeniu studiów miałam na prawdę ciężki okres. Nie wiedziałam co chcę w życiu robić, parę innych spraw też się posypało, kontuzja się nasiliła… W końcu postanowiłam, że muszę się chwycić czegokolwiek. I tak wylądowałam w czekoladziarnio-kawiarni. Przygotowywałam desery, smażyłam naleśniki i popijałam sobie co jakiś czas czekoladę. Wszystko super gdyby nie 6 zł za godzinę. 😉

#7 Sklep internetowy

W końcu udało mi się znaleźć kolejną pracę. Zajmowałam się produktami w sklepie internetowym z artykułami dla dzieci. Bardzo podobało mi się to co robię i ogólnie wszystko wydawało się ok. Do czasu. Niestety szef był bardzo ciężki w komunikacji i wyszło z tego powodu wiele nieporozumień. To długa i niezbyt fajna historia… W końcu postawiłam się i uciekłam od tej toksycznej atmosfery. I bardzo się z tego cieszę.

Po namowach mojego T. i przemyśleniu sobie kilku spraw, postanowiłam założyć własną działalność i od niedawna projektuję strony internetowe. A przy okazji założyłam też bloga. 🙂 I tutaj kończy się moja historia #myfirst7job, a zaczyna się nowy rozdział. Mam nadzieję, że będzie udany. 😉

Nie spodziewałam się, że tak dużo się tego uzbiera, a podczas pisania posta coraz więcej rzeczy jeszcze mi się przypominało. Polecam Wam taką wycieczkę po własnych wspomnieniach. 🙂

Podzielcie się swoimi pierwszymi pracami z innymi w komentarzach pod wpisem i w mediach społecznościowych używając #myfirst7jobs. Jestem bardzo ciekawa jaka była Wasza historia! 🙂

Miłego tygodnia! 🙂

– Edyta
(Visited 165 times, 1 visits today)
Następny post Poprzedni post

Komentarze

  • Manufaktura Zdjęć

    Ciekawe to Twoje CV 🙂 Muszę w końcu sama się zmobilizować i stworzyć wpis o moich pierwszych doświadczeniach zawodowych. A Tobie życzę powodzenia na „nowej” drodze zawodowej.

    • Dziękuję bardzo! 🙂
      Polecam taką wycieczkę po wspomnieniach, przy okazji pisania posta przypomniało mi się tyle ciekawych historii z pracy, o których już zdążyłam zapomnieć 🙂

      Daj znać jak już zrobisz swoją listę! Bardzo lubię czytać takie historie 🙂

  • Ale duże doświadczenie! 🙂

    • Tak się tylko wydaje, większość to jakieś dorywcze prace 🙂 Ale fakt, każde doświadczenie się przydaje 😉

ZOBACZ RÓWNIEŻ
ZOBACZ RÓWNIEŻ